|
Ciężko znaleźć drugą grupę tak bardzo zasłużoną dla melodyjnego rocka. To dzięki nim utrwaliły się w rockowych refrenach chóry, dzięki nim płyty rockowe zaczęły być produkowane z wyrafinowaną starannością i co się z tym wiązało zaczynały w nich obowiązywać ogromne budżety. Mnóstwo zespołów się nimi inspirowało, ale podobnie brzmiących w latach 80-tych nie było, co biorąc pod uwagę tak masowo kopiujących się muzyków hardrockowych pokazuje jak mocną muzycznie była załoga z Sheffield.
JAZDA OBOWIĄZKOWA!:
Pyromania (1983) To o czym najpierw powinno się myśleć słuchając tej płyty to rok jej produkcji. Gdy przyrównamy jak inni wtedy brzmieli to tylko Boston może mieć jakikolwiek, jeśli w ogóle start. Mutt Lange zrobił przełom w podejściu do muzyki rockowej. Dotąd uważano, że producent ma uchwycić żar i energię płynącą z rockowego bandu, a ingerowanie w brzmienie zespołu wydawało się absurdem i naruszeniem sacrum. Lange pokazał jak można pomóc zespołowi, uwydatnić atuty, podszlifować brzmienie instrumentów, zgrać wokale, nałożyć na siebie chóry, czyli to wszystko co jest dziś najważniejszym zadaniem producenta i miksującego nagranie. Po Pyromanii nic nie było takie same, a płyta wniosła podwaliny w cały nurt hairmetalu. Poza tym wszystkim nie zabrakło najważniejszego, czyli świetnych piosenek. Pyromania powstała w 83 roku, ale mimo 27 lat na karku nie zestarzała się wcale. Najważniejsze utwory: Photograph, Rock Of Ages, Die Hard The Hunter, Action! Not Words, Foolin' Hysteria (1987) Powtórka z Pyromanii, tylko jeszcze z 3x bardziej przeprodukowana. W pewnym sensie eksperyment, bo nie znajdziecie drugiej płyty, gdzie wokal ma ok. 200 ścieżek (podobno było ich więcej). Najbardziej nienaturalna rockowa płyta w historii - takie były komentarze recenzentów i trudno nie przyznać im choć w części racji. Lange mimo, że zdaniem większości przesadził polerując każdą nutę, każdą solówkę, wydatniając wszystkie refreny to i tak zdołał nagrać kapitalną płytę. Niektóre utwory są aż przesadnie przeprodukowane i okropnie kliszowate (na przykład Pour Some, które dużo pewnie zawdzięcza Queen i We Will Rock You). Z drugiej strony, czy jakby wszystkie płyty miały tak dopieszczone brzmienie, czy byłoby tak źle? Najważniejsze utwory: Pour Some Sugar On Me, Animal, Love Bites, Hysteria, Rocket Adrenalize (1992) Chyba najlepszy balans między polerowaniem produkcyjnym, a rockowym pazurem. Perfekcyjnie wyprodukowana płyta, która powinna być wyznacznikiem dla każdego, kto myśli o tworzeniu albumów muzycznych. Chór na chórze i plastikowa, sterylna perkusja. Razem z poprzednimi dwoma tryptyk, który powinien być w kolekcji każdego szanującego się fana melodyjnego rocka. W porównaniu do poprzedniczek jeszcze bardziej wyeksponowane, komercyjne brzmienie. Osobiście jednak uważam, że z całego tryptyku to tu znalazły się najsłabsze utwory. Najważniejsze utwory: Have You Ever Needed Someone So Bad, Let's Get Rocked, White Lightning, Tonight, Euphoria (1999) Tu myślę będzie największa kontrowersja, bo krótko rzecz biorąc uważam to coś za majstersztyk. Singiel Promises początkowo pływał niemal we wszystkich stacjach, ale słabiutki teledysk i katastrofalny imidż a'la wczesne Duran Duran odrzuciły z pewnościa wielu potencjalnych nabywców i płyta nie okazała się takim sukcesem jakim powinna. Nie wiem, czy w latach 90-tych mieliśmy drugą tak dobrze brzmiącą płytę, a już na pewno takiej nie było w głównym nurcie. Pete Cullen wiele nauczył się od Mutta Lange'a i to na Euphorii słychać. Najważniejsze utwory: Promises, Paper Sun, All Night, Goodbye, Back In Your Face, TRZEBA ZNAĆ, WARTO MIEĆ:
High'N Dry (1981) 81 rok to czas, gdy scena muzyczna w Anglii dopiero zaczynała wzrastać, bo w tym czasie tylko Judas Priest był w stanie wyżyć z koncertowania. Słychać już zalążki komercyjnego grania i późniejszego stylu grupy, ale nie jest to jeszcze podparte przebojowymi utworami i komercyjnym brzmieniem, co ma zapewne związek z mało zaawansowaną jeszcze techniką. Próby z chórami i refrenami, podwójne riffy gitarowe to już to co znajdziemy w całym, późniejszym katalogu grupy. High'n Dry to taka mniej przebojowa Pyromania, czas, gdy Mutt Lange i sami muzycy jeszcze starają się określić co chcą grać i jak. Najważniejsze utwory: Bringin' On The Heartbreak, You Got Me Runnin', High'N Dry, Let It Go Retroactive (1993) Poza faktem, że ten zbiór b-sidów i wcześniej niewydanych utworów ma zbyt dużo ballad, ciężko się do czegoś przyczepić. Z racji wielości utworów zdarzyło się parę wypełniaczy (te wszystkie niepotrzebne wersje Miss You, From The Inside), ale tam gdzie mamy dobre piosenki to wtedy należą one do najlepszych w historii grupy. Najważniejsze utwory: Miss You In A Heartbeat, Two Steps Behind, I Wanna Be Your Hero, Desert Song, Fractured Love, She's Too Tough The Songs From The Spark Lounge (2008) Chciałem nawet tą płyte umieścić wyżej, ale wypada zobaczyć jak przetrwa ona próbę czasu. Bardzo dojrzała robota, wieloma chwilami bardzo przypominająca cenioną przeze mnie Euphorię, czasem nawet te klasyczne płyty z lat 80-tych. Najważniejsze utwory: Love, Only The Good Die Young, C'mon C'mon, Tomorrow
Yeah (2006) Nie mogę tego nazwać inaczej jak skokiem na łatwą kasę. Nagrajmy kilka coverów i wydajmy to jako regularną płytę, po co się wyslilać. Wybór piosenek to wpływy, inspiracje i tu jest jeden z wielu pozytywnych aspektów Yeah. Nie ma tu utworów, które kowerują wszyscy, znalazło się tu wiele zapomnianych perełek, jak choćby Waterloo Sunset. Wszystko brzmi bardzo spójnie i nie ma sie wrażenia słuchania dawno przeterminowanych klasyków. Musze przyznać, że z czasem coraz bardziej doceniłem tą płytę. No ale to tylko kowery... Najważniejsze utwory: Waterloo Sunset, 20th Century Boy, No Matter What, X (2002) Chłodne przyjęcie tego krążka, zresztą podobnie jak i Euphorii napawa mnie sporym zdziwieniem. Znalazło się tu kilka oczywistych fillerów/eksperymentów (Gravity, Cry), jest zbyt dużo ballad, zdarzają się popowe beaty, ale reszta to niemal same dobre kawałki. Scar i Four Letter Word są wprost sensacyjnie doskonałymi kawałkami. Najważniejsze utwory: Scar, Four Letter Word, Everyday
NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ:
Slang! (1996) Fala odrzucenia hairmetalu także dotarła do naszych bohaterów i także oni uraczyli nas wydawnictwem para-grunge. Te grunge to bardziej wzięte z większości recenzji jakie płyta miała, a moim zdaniem jednak jest to strzał niecelny. Kilka kawałków może i tak brzmi, ale reszta to po prostu modern rock. Nie jest to do końca słabe, jest sporo przyzwoitych, dobrych piosenek. Dalej słychać, że to Def Leppard, osobiście bardzo lubię tą płytę, jest naprawdę melodyjna, ale brzmieniowo odstaje od katalogu grupy nawet bardziej od X. Stąd przegródka na własną odpowiedzialność. Dość powiedzieć, że na koncertach nie widać numerów z tej płyty i raczej jest to stan stały, niezmienny. Najważniejsze utwory: All I Want Is Everything, Blood Runs Cold, Work It OutŚLEPA ULICZKA: On Through The Night (1980) Wielu uważa ją za najważniejszą pozycje w katalogu grupy. Zgoda, może i jest muzycznie wartościowa (przecieranie ścieżek, nowatorskość itp.), ale skoro nawet grupa nie nagrywając później nic podobnego uznaje, że OTTN jest pomyłką, dlaczego nie mam i ja? Twierdzę, że Def Leppard może i mieli papiery na granie NWOBHM, ale nie byliby wcale w tym wielcy i zginęliby z tabunem innych podobnych grup, grających do dziś w podrzędnych mieścinach i wspominających szanse jakie kiedyś mieli. A Def Leppard swoja szansę wykorzystali i opanowali stadiony. Najważniejsze utwory: Rock Brigade, Wasted POZOSTAŁE: Jak to już bywa ze sławnymi grupami wydawnictw kompilacyjnych Def Leppard mieli sporo. Na pewno warte wspomnienia jest wydane w 2005 dwupłytowe Rock Of Ages, choć rzecz raczej niepotrzebna posiadaczom regularnych płyt. Pod tym względem lepsze są Rare Gems. Zbieracze dyskografii powinni na pewno sięgnąć po pierwsze, nieoficjalne wydawnictwo grupy, wydaną w 1979 roku epkę First Strike. vandervelde
Komentarze () |
|
|
|
|
|