 Kiedy w 1974 roku zespól Kiss objawił się światu, na rockowej scenie funkcjonowala już silna grupa przebierańców. W Wielkiej Brytanii szokował Genesis z fantazyjnie wymalowanym Peterem Gabrielem na froncie, listy przebojów podbijał glamowy do potęgi Gary Glitter i cekinowo - hard rockowi The Sweet (ich styl chyba w największym stopniu wpłynął na amerykański glam rock lat 80tych), a na absolutnym szczycie był, androgyniczny rockowiec - kameleon, David Bowie. Warto wspomnieć również o praojcu rockowego teatrzyku, demonicznym Sir Arturze Brownie, który występował w pełnym makijażu już w 1968 roku! Jeśli chodzi o tego typu ekstrawagancje, w Stanach Zjednoczonych królował niepodzielnie upiorny Alice Cooper i... właściwie na nim się amerykańska lista przebierańców kończyła. Do czasu. Pomysł Chaima Witza (póżniej Gene Simmons) i Stanleya Eisena (później Paul Stanley) był bardzo prosty. No bo przecież muzyka Bowiego była, jak jego makijaż, wciąż inna, eksplorująca coraz to nowsze rejony. Alice Cooper z kolei wzmacniał swojego rock and rolla ambitnymi konceptami i elementami muzyki musicalowej. Kiss natomiast wyszli wprost do dzieciaków, które nie nadążały za odkrywczym Anglikiem, a Cooper był dla nich zbyt teatralny. Czwórka Nowojorczyków zaoferowała im muzykę prostą, czytelną, melodyjną, ostrą i planowo szorstką. Pomysł chwycił i już rok po debiucie w Stanach Zjednoczonych rozgorzała prawdziwa Kiss - teria. Ktoś kto uważa się za osobę muzycznie wysublimowaną, może sarkać na ten ich cały rock and roll. Wszak to banał. Toporne riffy, skandowane refreny i prostackie teksty. Przewaga wizażu nad talentem? Nic podobnego. Kiss od początku swego istnienia dostarczali słuchaczom rock and rolla z najwyższej półki. Mało wyszukanego, jednak przebojowego i nie pozwalającego usiedzieć na tyłku. O to przecież w tej muzyce chodzi, prawda? Przecież gdyby chodziło tylko o farbki i buty na koturnach, debiutu Kiss z 1974 roku nie słuchałoby się nadal tak wspaniale jak 35 lat temu. N'est-ce pas?
JAZDA OBOWIĄZKOWA: Kiss (1974) Na pierwszej płycie Kiss znajduje się własciwie wszystko to, co charakteryzuje ten zespół. Słowem, określili się już na samym początku i w całej swojej karierze tylko czasem decydowali się na zboczenie ze sprawdznej scieżki. Złośliwi mówią, że swój niebywały sukces zespół zawdzięcza tylko i wyłącznie oryginalnemu image'owi. Nic bardziej błędnego. Na debiucie Nowojorczyków jest tyle przebojowości, świeżości i świetnie zagranych numerów, że możnaby obdzielić nimi wiele ówczesnych, a także dzisiejszych zespołów. Świadczy o tym ilość zawartych tu utworów, które na stałe wejdą do zestawu wszystkich kompilacji najwiekszych hitów KISS. Świetne bezpretensjonalne hard rockowe granie i początek wielkiej historii jednego z najważniejszych zespołów na świecie. Najważniejsze utwory: Strutter, Nothin' To Lose, Firehouse, Cold Gin, Deuce, 100,000 Years, Black Diamond Hotter Than Hell (1974) Między debiutem a Hotter... nie zaszła żadna rewolucja stylistyczna, zatem mamy tutaj do czynienia z doskonałą kontynuacją. Jak zwykle kopalnia przebojów, świetne riffy i zabójcze melodie. Czego chcieć więcej? Najważniejsze utwory: Got To Choose, Goin' Blind, Hotter Than Hell, Let Me Go Rock And Roll Destroyer (1976) W 1976 roku zespół stwierdził, że czas na zmiany. Do pomocy dokoptowano Boba Ezrina, który wcześniej sprawdził się jako pomocnik Alice'a Coopera przy tworzeniu jego najlepszych klasycznych albumów. W efekcie fani otrzymali album o bardziej dopracowanym brzmieniu, z bogatszymi, pod względem aranżacji, utworami. Pojawiły się tez ballady, w tym mega przebojowa Beth wykonywana wyjątkowo przez perkusistę Petera Crissa. Destroyer to pozycja ikoniczna i najbardziej rozpoznawalna, jeśli chodzi o dyskografię zespołu Kiss. Najważniejsze utwory: Detroit Rock City, God Of Thunder, Shout It Out Loud, Beth, Do You Love Me TRZEBA ZNAĆ, WARTO MIEĆ: Dressed To Kill (1975) Niby nic nowego pod słońcem, ale poziom podtrzymany. Jeśli chodzi o wigor i umiejętność komponowania zwartych chytliwych rock and rollowych numerów, zespół wciąż przeżywa swoje najlepsze chwile. No i po raz pierwszy pojawia się tutaj Rock And Roll All Night, utwór, który zostanie hymnem zarówno Kiss, jak i całego imprezowego rocka kolejnych trzech dekad. Najważniejsze utwory: Rock Bottom, C'mon And Love Me, She, Rock And Roll All Night Rock And Roll Over (1976) Po epickim i nieco wygładzonym Destroyerze, Simmons, Stanley, Criss i Frehley wrócili na starą ścieżkę. Bez dźwiękowych efektów specjalnych, klawiszy, dziecięcych chórów i orkiestracji. Rock And Roll Over to powrót do szorstkich, zadziornych rockerów, którymi Kiss zaskarbili sobie wierność milionów fanów od Nowego Yorku po Alfa Centauri. Nowością może być jedynie Hard Luck Woman, ballada nawiązująca wprost do muzyki country (z resztą, przerobiona później przez gwiazdę country Gartha Brooksa). Najważniejsze utwory: I Want You, Calling Dr. Love, Hard Luck Woman Love Gun (1977) Na rysunku zdobiącym okładkę albumu, 11 roznegliżowanych kobiet pręży się u stóp dumnych muzyków. Taka też w 1977 była pozycja Kiss na światowym rynku muzycznym. Niewielu mogło im dorównać. Jak przekładało się to na muzykę? Czy osiedli na laurach, a może zdecydowali się na kolejny eksperyment? Jeszcze nie. Love Gun to wciąż Kiss jakie znamy od samego debiutu. Dziesięć ultra przebojowych surowych killerów i żadnej ballady! Najważniejsze utwory: I Stole Your Love, Christine Sixteen, Shock Me, Love Gun, Plaster Caster Dynasty (1979) Lata 70te dobiegały końca i Nowojorczycy wreszcie postanowili poddać swych fanów terapii wstrząsowej. Mieli do wyboru dwie opcje, albo eksperyment z punk rockiem, albo zabawa w disco. Wybrali drugą opcję, lecz nowość wprowadzili z umiarem, nie naruszając swej rockowej wiarygodności. Wynik był nadspodziewanie dobry. I Was Made For Loving You do dziś należy do największych dokonań grupy. A płyta jako całość to wciąż ten sam zespół Kiss. Najważniejsze utwory: I Was Made For Loving You, Sure Know Something, Charisma, Magic Touch NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! Gene Simmons (1978) Najbardziej szalony z czterech "solowych" albumów muzyków zespołu Kiss, ale też, obok krązka Ace'a Frehleya, najbardziej udany. Simmons wyraźnie starał się, by była to solidna studyjna produkcja. Stąd liczne chórki, orkiestracje, efekty dźwiękowe i niecodzienne, jak na KISS, rozwiązania muzyczne. Czasem trochę beatlesowania, szczypta pop rocka, ale na ogół są to utwory, z jakich znamy Gene'a od samego początku jego muzycznej kariery. Są oczywiście perełki i to na tyle dobre, by rzecz godna była uwagi. Najważniejsze utwory: Radioactive, Burning Up With Fever, See You Tonite, Mr. Make Believe, Paul Stanley (1978) Stanley jako jedyny nagrał album, który w całości mógłby być kolejnym w dyskografii zespołu Kiss. Co ciekawe, o ile płyty jego kolegów mocno jeszcze osadzone były w latach 70tych, Paul wykazał się większą siła przewidywania. To już niemal lata 80te. Dziewięć utworów zawartych na tym krążku okaże się szablonem, według którego Stanley komponował będzie swoje preboje przez kolejnych dwadzieścia lat. Oczywiście są mielizny, ale nie ma ich, ani mniej, ani więcej, niż na solówkach Gene'a, Ace'a, czy Petera. Najważniejsze utwory: Tonight You Belong To Me, Love In Chains, Tame Me Away (Together As One), It's Alright Ace Frehley (1978) Jedyna prawdziwie hard rockowa, wśród czterech 'Kiss-solówek'. Frehley jako jedyny spotkał się z aprobatą krytyków, a jego album do dziś uważany jest za najlepszy spośród całej czwórki. Ace postawił na surowe rockowe brzmienie bez udziwnień. Utwory są ostre, drapieżne i najbardziej różnią się od tego, co dotychczas słyszeliśmy na albumach zespołu Kiss. Najważniejsze utwory: Rip It Out, Speedin' Back To My Baby, What's On Your Mind, Fractured Mirror Peter Criss (1978) Tej płyty z reguły się nie lubi. Criss nagrał to co kochał i zaserwował swym fanom dawkę muzyki pop z dęciakami i damskimi chórkami plus trochę nieco knajpiajnego rock and rolla. Dla młodzieży takie granie mogło się wydawać zgredziarskie, z kolei żaden zgred nie pozwoliłby sobie na włączenie płyty kolesia przebranego za kota-sadomasochistę. Żeby jednak być sprawiedliwym, muszę przyznać, że nie jest tak strasznie jak krytycy opisują i warto samemu posłuchac, by ocenić. Warto, choćby dla przepięknej ballady zamykającej album. Najważniejsze utwory: Don't You Let Me Down, Hooked On Rock'n'Roll, I Can't Stop The Rain PONADTO: Jeśli chodzi o albumy koncertowe, lata 70te były dla Kiss wyjątkowo szczęśliwe. Alive I (1975), pobił wszelkie rekordy sprzedaży i bezpośrednio przyczynił się do wybuchu ogólnoświatowej Kiss-terii, a Alive II (1977) okazał się wspaniałą jej dokumentacją. Oba wydawnictwa pokazały Kiss jako scenicznych gigantów, a niektóre z utworów na żywo zabrzmiały jeszcze lepiej niż w wersjach studyjnych. Kompilacje przebojów z lat 70tych to przede wszystkim Double Platinum (1978), gdzie udało się zmieścić całą esencję muzyki Kiss od debiutu do Love Gun. Dwadzieścia doskonałych hard rockowych killerów, w tym kilka w nieco zmienionych wersjach. Doskonały prezent dla osoby, która chce rozpocząć swą znajomośc z zespołem Kiss. Na start doskonałym pomysłem jest również Greatest Kiss (1997), gdzie zebrano wszystkie największe przeboje klasycznego składu, od debiutu, do Dynasty. Jedynym minusem tej kompilacji jest umieszczenie na niej pochodzącego z 1992 roku utworu God Gave Rock'N'Roll 2 You. Burzy to chronologiczną spójność. W 1996 roku na fali powrotu pierwszego, malowanego składu Kiss, wydano jeszcze składankę You wanted the best... you got the best, będącą swego, rodzaju podsumowaniem koncertowej kariery tejże inkarnacji zespołu. W 2003 roku wytwórnia Mercury/Universal Records wypuściła na rynek dwuczęściowego składaka The Best Of Kiss. Volume One zawiera niezły wybór najwcześniejszych przebojów Kiss. Najnowszym i dam sobie ręce uciąć, że nie ostatnim albumem kompilacyjnym jest wydany w Japonii Jigoku Retsuden (2008), na którym znajdują się nowe wersje starych hitów zespołu. To chyba oczywiste, że zabawa w ponowne nagrywanie sprawdzonego materiału nie zakończyła się niczym ekscytującym. Oczywiście jest to tylko wybór z licznej reprezentacji Kiss - składanek... BlackHeart
Komentarze () |
|
|
|
|
|