|
O rzeszowskim zespole Monstrum pisze się ostatnimi czasy dużo, jeszcze więcej o nich słychać, a i widać ich coraz częściej. Wniosek: coś tu pachnie dobrym rock'n'rollem! Po udanym koncercie usiedliśmy przy wspólnym stole zastawionym pełnymi kuflami, z których niejeden pękł na długo przed zakończeniem naszej rozmowy. Oto, moi drodzy daję Wam: Monstrum!
Od lat na polskiej scenie muzycznej nie słychać nic więcej niż narzekania i biadolenie na temat jej ubogiego dorobku i braku nowych twarzy. Czy jednak niezbyt pochopnie wyciągane są takie wnioski? W końcu w 4fun tv nie widuje się tego, co zaobserwować można w większych miastach, rozplakatowanych na każdym słupie nazwami młodych, czasami obiecujących zespołów. Niewielu z nich, co prawda uda się cokolwiek osiągnąć (a czasem i szkoda), ale dlaczego nie zwrócić uwagi na tych, którym ta niewiarygodnie trudna sztuka się udała? O historii Monstrum przeczytać można w kilku magazynach, portalach muzyczna i oczywiście na ich stronie, toteż rozpisywać się na ten temat nie będę i odwołuję do ww. źródeł. Kiedy dowiedziałam się o występie owych panów w jakże zabitej dechami mieścinie zwanej Lublinem (Lublinianie wybaczcie), niewiele czasu trzeba mi było by zagwarantować użytkownikom HRS porządną porcję informacji z pierwszej ręki – od samego zespołu.
Hard Rock Service: Zaczęliście przygodę z muzyką już 12 lat temu. Spotkałam się z wypowiedziami, które określają Wasz dorobek muzyczny, jak na tak długi starz, jako "marny", a jednak to, co sobą reprezentujecie jest chyba sporym osiągnięciem. Co Wy na to?
Mariusz Waltoś: Cóż... dużo czy mało... różnie można to pojąć. Dziś osiągnąć cokolwiek w muzyce rockowej w Polsce jest szczytem marzeń, żeby choć być na poziomie polskich zespołów lat ’80. Udało nam się nagrać debiutancką płytę, teraz mamy kolejną, kilka dem, hymn dla żużlowców z Rzeszowa, kilka fajnych koncertów. Osiągnięcia hmm... zawsze chciałoby się więcej. Tym, którzy nasz dorobek wydaje się za mały radze spróbować samemu pójść tą drogą, wejść w naszą skórę i zmierzyć się z problemami przy graniu koncertów i wydawaniu płyt w Polsce. Dla mnie najważniejsze jest, żeby móc chodzić z podniesioną głową i być szanowanym za to, co robię. Cieszy nas to, co mamy, cieszą nas kolejne miejsca, w których gramy, cieszą nas ludzie przychodzący na nasze koncerty, cieszy nas to, że udało nam się nagrać drugą płytę, to są nasze sukcesy. Nie oceniamy przeszłości ilościowo, ciągle patrzymy w przód.
Marcin "Habek" Habaj: A ja jeszcze powiem, że lepiej nagrać jedną dobrą płytę, niż dziesięć gównianych! No!
Wacław Dudek: Dodam może jeszcze to: działamy tyle lat, ale skład ciągle ulegał zmianom i prężnie działającym zespołem można go nazwać dopiero od roku 2003, kiedy to dołączył do nas Ślimak obejmując stanowisko trzeciego gitarzysty. Nagrał z nami pierwszą płytę, uczestniczył w nagrywaniu drugiej, która mam nadzieje ukaże się niebawem.
HRS: Skoro już na temat trzeciego gitarzysty wkroczyliśmy. Skąd zaczerpnęliście pomysł że tak ambitny projekt może się udać? To w końcu duże przedsięwzięcie, którego nie podejmie się niejeden ze znanych zespołów rockowych. Jak sprawuje się trzeci komplet strun?
Wacek: Historia zaczęła się, jak wspomniałem w 2003 roku, w Rzeszowie, po koncercie na którym graliśmy przed TSA. Ślimak dotarł do nas po występie. Jego wcześniejszy zespół rozpadł się i zaproponował nam eksperyment na trzy gitary. Daliśmy mu przepustkę i udało się.
Damian "Ślimak" Zając: Nie ukrywam, że komponowanie na trzy gitary jest skomplikowanym zadaniem. Pierwsza płyta pokazała, że można to zrobić w dość ciekawy sposób. Nie chcę się tutaj przechwalać, ale kupę godzin spędziliśmy nad tym, żeby te trzy gitary "zagadały", żeby "masło maślane" zamieniło się w coś konstruktywnego. Bardzo zadowoleni jesteśmy z efektu naszej pracy nad drugą płytą, natomiast gorzej wygląda to w praktyce. Chodzi mi o koncerty, gdzie spotykamy się z akustykami, dla których nagłośnienie trzech gitar w taki sposób, aby było to czytelne dla odbiorców, jest czasami sporym problemem. Nam bardzo zależy żeby brzmienie było selektywne. Znamy kilku ludzi, którzy nagłośnili nas w sposób doskonały, więc jest to wykonalne. Nie ma co zwalać winy na trzecia gitarę. Uważam, że jeżeli ktoś zajmuje się akustyką koncertów od lat powinien sobie zdawać sprawę z tego, że kiedyś może na swojej drodze spotkać zespół z takim instrumentarium jak nasze i chcielibyśmy mieć do czynienia z takimi ludźmi.
HRS: I tego życzę. Śledząc wypowiedzi na temat Monstrum spotkałam się z wieloma próbami gatunkowego określenia Waszej muzyki. Ogromna większość przywiesza Wam etykietę "klasycznego heavy metalu", zdarzają się jednak opinie nazywające Monstrum drugim Hammerfall. Czy chcielibyście podpisać się pod którąś z nich?
Wacek: Ja cieszę się, że ktoś porównuje nas do kapel tej klasy, nawet kiedyś słyszałem porównanie do Iron Maiden. To są przecież gwiazdy, z którymi niejako chcielibyśmy się utożsamiać. Słuchamy w końcu obu tych zespołów i nie wiem jak koledzy, ale ja jestem za.
Mariusz: Faktycznie, uważam że to miłe. Myślę, że w heavy metalu nikt nie wymyśli już nic oryginalnego. Nam zarzuca się archaiczność, ale to ci, którzy w latach '70 wszystko to rozpoczęli zrobili kawał dobrej roboty i po co mamy ich poprawiać?
Ślimak: Tak jak powiedział Mariusz: to, co zostało wymyślone już jest. My staramy się to odświeżyć, przypomnieć granie w przepięknych latach '70 i '80.
Habek: Gramy to, co lubimy. Gdyby przyszło mi zagrać w zespole bluesowym, nie poradziłbym sobie, bo umiem to robić bardzo pobieżnie. Czego słucham, co czuje, to gram. Prosta piłka i... i dziękujemy... a mówił wujek Stefan...
...który ma zimne jaja... (anonimowy rozmówca ;))
HRS: Teraz pytanie skierowane przede wszystkim do wokalisty. Wyrwaliście się ze schematu anglojęzycznego grania. Większość świeżych kapel decyduje się na angielskie teksty. Wy "uparcie" śpiewacie po polsku. W czym sęk, że udało Wam się z tym naszym polskim językiem przebić?
Mariusz: Ja z zawodu jestem tłumaczem przysięgłym języka angielskiego i mam go kur... dość! Tyle na ten temat. (śmiech na sali)
Ślimak: Poważnie, to uważamy, że przekaz języka polskiego jest łatwiejszy. Chcielibyśmy trafiać do naszych najbliższych odbiorców, a nie "gdybać" i mierzyć dalekie horyzonty. Chcemy zacząć od własnego podwórka...
Mariusz: To jest ciekawe. Ludzie zwracają nam uwagę, że śpiewając w języku ojczystym nie zrobimy kariery na zachodzie. Doskonałym przykładem na to, że jest to możliwe jest zespół Aria, który posługując się językiem rosyjskim robi taką karierę w Europie, że mózg staje. Wcale nie trzeba być pompatycznym "angolem". Normalne jest, że ciężej śpiewa się po polsku, po prostu niewygodnie. Pan Bóg zemścił się na nas dając nam "ś", "ć" i różnych takich zagadek...
Habek: ...mamy po prostu świetnego wokalistę, który po prostu daje radę!... gdyby ch...owo śpiewał, musiałby śpiewać po angielsku... wujek Stefan...
Mariusz: No... wujek Stefan powiedział.
Ślimak: Poza tym, niejednokrotnie spotykamy się z publicznością, która śpiewa nasze teksty. To niesamowite przeżycie, kiedy tworzysz coś w domu, a otrzymuje to taki odbiór, że na koncertach ludzie śpiewają twoje teksty. Coś niesamowitego... To nas upewnia w przekonaniu, że dobrze robimy śpiewając po polsku. Coś przepięknego...
HRS: Z przysłowiowego garażu wyjechaliście w Polskę. Jak jesteście odbierani przez nowych ludzi w nowych miejscach? Jak wygląda frekwencja na Waszych koncertach?
Mariusz: Właściwie, to w tym naszym garażu, to my nadal siedzimy, bo ta muzyka jest skazana na garaż. To, że udało nam się coś nagrać, pojechać z tym dalej niż granice naszych podwórek nie świadczy o tym, że wypłynęliśmy na szerokie wody.
Ślimak: Wiadomo, że bywają takie miejscowości w Polsce gdzie jesteśmy przyjmowani z entuzjazmem, ludzie przychodzą bawić się na naszych koncertach, znają nasze teksty, ale bywają i takie miejsca, gdzie na występ przychodzi garstka osób, ale i tak jest świetnie.
Przemysław Rzeszutek: No właśnie, raz się trafia na miejsca z ładnymi, cycatymi blondynkami, a raz na... hehe... miejsca gorsze. Czasami wina leży po stronie organizatorów, którzy zdarza się, że nie zadbają odpowiednio o promocję. Kiedy jedziemy gdzieś daleko w Polskę, nie bardzo mamy możliwość zapewnienia rozgłosu koncertom. Czasem wysłane przez nas plakaty lądują po prostu pod ladą w barze...
Habek: ...ale mamy ładnego perkusistę i to on wabi... to takie ciacho...
Przemek: ...ciacho to jest Ślimak...
...nie, to ty...
Przemek: ... no co ty, on jest kryminalistą a to jest ciasteczko (śmiech na sali). Fajne jest to, że nawet, jeśli na koncercie pojawi się niewielu ludzi, większość z nich zna nasz teksty, śpiewa z nami to nas cieszy.
Ślimak: Nie przesadzajmy. Jest kupa takich miejsc, w których organizatorzy starają się o promocje w radio, prasie, o plakaty, a wtedy impreza udaje się świetnie. Garstka osób... nie... to nieprawda... jest mnóstwo takich miejsc gdzie gramy dla pełnych sal.
HRS: I pojawiły się sprzeczności w zeznaniach, a jak to jest na próbach?
...śpimy razem... (niestety nie udało mi się zlokalizować autora tych słów, a szkoda...)
Mariusz: To chyba normalne. Kłócimy się czasem, ale damy sobie w mordę po dwa razy i gramy dalej...
HRS: Na jakim tle w takim razie są te kłótnie?
Mariusz: Seksualnym przeważnie... (już się domyślam, kto to powiedział)
Ślimak: Zwykle chodzi o to, że próby odbywają się późną porą, każdy jest zmęczony, ma pewien wewnętrzny potencjał, który...
...chcicę, chcicę!...
Ślimak: Tak! Chcicę tak zwaną (znów śmiech).
HRS: Nie da się chyba prowadzić zespołu nie starając się współpracować z innym. Jak układają się Wasze stosunki z innymi kapelami?
Przemek: Staramy się współpracować z zespołami z innych miast. Współpracowaliśmy z zespołem Chainsaw, Witchking, Dragons Eye, obecnie z Tipsy Train, myślę ze takich kapel w naszej historii przewinęło się więcej i jeszcze dużo się przewinie. Jesteśmy otwarci na współprace, ale muszą to być zespoły na pewnym poziomie.
Mariusz: Trzeba tutaj pewne rzeczy sprostować. Nie chcemy się w żaden sposób wywyższać, jak czasem psioczą na nas nawet na naszej stronie internetowej. Gramy z różnymi zespołami i traktujemy się wszyscy na równi. Bywają przypadki, w których zamiast sobie pomagać, ktoś próbuje nam szkodzić, ale to w tym życiu jest przykre.
HRS: Dwie ciekawe sprawy, z których jedna nasunęła mi się podczas dzisiejszego koncertu. Zagraliście nową kompozycję pod tytułem 21:37.Utwór ten potrafi wzbudzić w słuchaczu głęboką refleksję. Jak powstał?
Przemek: Napisaniem tego kawałka zajęli się Ślimak i Mariusz...
Mariusz: Po prostu do ballady, którą napisał Ślimak dodałem tekst, w którym mogłem coś przekazać odnośnie śmierci Jana Pawła II…
Habek: Niektórzy robią sobie z tego żarty, pytając czy na następnej płycie nagramy "Barkę", ale mam nadzieję, że nasza muzyka mówi sama za siebie i nie trzeba jej dopisywać żadnej ideologii. Ten kawałek to nie sposób żadnej promocji. Bardzo przeżyliśmy wydarzenia tamtych dni. Papież był dla nas ogromnym autorytetem. Zawiesiliśmy na jakiś czas działalność. Długo o tym rozmyślaliśmy. Muzyka powstała wcześniej, Mariusz napisał taki tekst, dzięki któremu osobiście jestem bardzo dumny, że mogę wyjść na koncert i zagrać taki utwór.
... to mówiłem ja... Wiesław Jarząbek... (i oto chóralny śpiew) łubu dubu niech nam żyje...
HRS: Skoro nastroje już poweselały. Na waszej stronie internetowej dostępna jest parodia teledysku do kawałka Wolności smak. Co to w ogóle jest?
Przemek: Właściwie to nie był nasz pomysł. Ten klip nakręcili nasi fani. Ludzie, którzy chodzą na nasz koncerty, słuchają naszej muzyki. Mieli taką myśl, żeby nakręcić parodię naszego teledysku. Wyszło całkiem fajnie i postanowiliśmy pokazać to na szerszą skalę, bo z samego siebie też trzeba potrafić się śmiać.
HRS: Podczas naszej rozmowy wielokrotnie poruszany był temat Waszej nowej płyty. Co możecie powiedzieć o utworach na niej zawartych? Czy będą różniły się bardzo od tych, na Waszym debiutanckim krążku? Z której z nich jesteście bardziej zadowoleni?
Mariusz: Osobiście jestem dumny ze wszystkiego, co do tej pory nagraliśmy. Nowa płyta jest bardziej rytmicznie urozmaicona niż Za Horyzontem Ciszy. Tempo podczas trwania albumu zmienia się. Na pewno różni się również harmonicznie, choćby dlatego, że została skomponowana już nie przez dwie osoby, mnie i Wacka, tylko przez całość zespołu, bo i Habek i Ślimak włożyli w to dużo pracy. Czy jest lepsza? To ocenią ludzie. Sam uważam ją za dojrzalszą.
Tomasz Trzpis: Materiał jest na pewno bardziej dojrzały. Nie ma numerów podobnych do siebie. Pojawiły się ballady, są też utwory szybkie, techniczne. Myślę, że to właśnie Habek i Ślimak wnieśli sporo nowych rzeczy w tą płytę. Mam nadzieje, że z każdym kolejnym albumem będziemy coraz dalej zmierzali w tym kierunku.
Wacek: Poza tym, zmieniliśmy tematykę. Nie ma już tekstów o średniowieczu, o motorach, nie ma scen z bajki. Wszystko jest bardziej przemyślane, ale to Mariusz jest tekściarzem...
Mariusz: No tak, mnie się zbierze, że napisałem głupi tekst, ale faktycznie jestem w stanie o każdym z nich podyskutować i zmienić zdanie każdego, kto uważa go za durny.
...a kto robi okładkę?...
Przemek: Okładkę to ja zrobię. Zamoczę dupę w atramencie, odcisnę na kartce i będzie okładka bardzo ładna.
...aaa niee no eee...
Przemek: Wiele osób, które już tą płytę słyszało uważa ją za dojrzalszą. Podobno zaczyna wyłaniać się z niej Monstrum, jakiś nasz własny styl.
Wacek: Na nowej płycie znajdzie się odświeżony numer z demo '98 Po drugiej stronie lustra. Dograny został trzeci gitarzysta. Nie jestem do tego do końca przekonany, osobiście nie jestem zwolennikiem odsmażania kotletów, no ale... Habek: Myślę, że to fajnie, że po dwóch latach udało nam się nagrać nową płytę. Cóż... nasza płodność muzyczna... hmmm... (lubieżny uśmiech) jest taka, że moglibyśmy nagrywać i dwie płyty na rok, ale przecież nie o to chodzi.Miejmy nadzieje, że za kilka miesięcy znajdzie się już w sklepach, a jak to brzmi... prezentowaliśmy już kilka kawałków na koncertach. Płyta jest trochę przeterminowana, bo najnowszy numer pochodzi przynajmniej sprzed roku, ale wygląda to w ten sposób, że kiedy coś tworzysz potrzebujesz czasu, żeby to dopracować i nagrać to w dobrym studio, co nam się udało.
HRS: Czy wiecie już, kiedy ukaże się nowa płyta?
Przemek: Oficjalna data wydania albumu okaże się gdzieś około piątego listopada, kiedy to pojedziemy na grób naszego manadżera zapalic na nim świeczke... nie no tak poważnie to...
Habek: Płyta ukaże się w grudniu... ale nie powiemy którego roku...
(no i znów się śmiejemy)
Przemek: Czeka nas właśnie oficjalna rozmowa z naszym menadżerem, kiedy to ustalimy terminy itd.
HRS: Czy na zakończenie chcielibyście przekazać coś ludziom, którzy będą czytali ten wywiad, tym którzy Was słuchają?
Wacek: Tomek się speszył, więc powiem za niego i za siebie. Moim marzeniem jest, że kiedyś coś w tym kraju zmieni się na lepsze, że muzyka grana przez nas i wiele innych zespołów zostanie doceniona.
Mariusz: I LOVE YOU (no i nawet po angielsku, proszę...)
Habek: O... wow!... Pamiętajcie, że gramy muzykę dla Was, dla fanów, jeśli nie będziecie nas słuchali to nas szlag trafi!
HRS: Ja dziękuję za rozmowę i życząc dalszych sukcesów czekam z niecierpliwością na wydanie nowej płyty.
Komentarze () |
|
|
|
|
|