Menu witryny
Start
Nowiny
Recenzje
Polskie p³yty
Artyku³y
Podsumowania
Wywiady
F O R U M
Kontakt
Wideoklipy
Nasza playlista
Szukaj

 

Ostatnio komentowane
Nicolandia na ostro i melodyjnie (1 -krotnie komentowane) 05.02.2012.
Syndia - Syndia (9 -krotnie komentowane) 03.02.2012.
Sunstorm i emocjonalny ogieñ (1 -krotnie komentowane) 31.01.2012.
Lita Ford nie zwalnia tempa (1 -krotnie komentowane) 23.01.2012.
Steel Panther - 'Balls Out' (2 -krotnie komentowane) 20.01.2012.

 

   
 
¦wi±tynia d¼wiêku, czyli The Cult p³yta po p³ycie Drukuj Email
Wpisa³: BlackHeart   
09.10.2007.
Image
 
Zespó³ The Cult powróci³ po raz kolejny. Niewa¿ne na jak d³ugo, niewa¿ne w jakim stylu, wa¿ne, ¿e Ian Astbury i Billy Duffy (tym razem bez Matta Soruma, który zosta³ porwany przez Slasha i Duffa) s± znów z nami. Jest to doskona³a okazja, by przybli¿yæ czytelnikom studyjn± dyskografiê zespo³u, wraz z subiektywn±, acz wywa¿on± ocen± autora.
 
Wyobra¼my sobie sytuacjê, w której spotyka siê dwójka m³odych muzyków. Jeden z nich jest w po³owie wampirem, a w po³owie Indianinem, a drugi to blondw³osy, przysz³y heros gitary. Dodajmy jeszcze , ¿e sytuacja ta ma miejsce w Wielkiej Brytanii na pocz±tku lat 80tych i nie mówimy o nowym komiksie ze stajni Marvela. Rzuæmy teraz okiem na drogê, jak± przeszli ci ch³opcy, od nowej fali, przez gotyk, a¿ po hard rock a'la AC/DC, hair metal, rock alternatywny, a¿ po heavy metal. Trudno znale¼æ zespó³, który zmienia³ siê tak nagle i tak dotkliwie.
 
Tak, mowa o The Cult, jednym z najdziwniejszych i najwspanialszych zarazem tworów lat 80tych, trudnym do sklasyfikowania, a przez to trudnym do przeoczenia. Nigdy nie gonili za sukcesem, a jednak go dorwali, staj±c siê jedn± z najwa¿niejszych grup rockowych po³owy lat 80tych i pocz±tku 90tych. Kochani przez wampiry z podziemia, wyznawców Jima Morrisona i fanów hair metalu. Muzyka The Cult do dzi¶ zachwyca, inspiruje, irytuje. Dla ka¿dego co¶ mi³ego? No nie do koñca. Musi byæ w tym odrobina duszy.
 
 
JAZDA OBOWI¡ZKOWA!:

ImageElectric (1987)
Niezwyk³a transformacja. Mniej ni¿ 40 minut, zero ballad, zero klawiszy, zero gitar a'la The Edge, a jednak ca³o¶æ bardzo przebojowa. Hard rock w czystej postaci. Kto¶ nawet powiedzia³ kiedy¶, i¿ jest to najlepsza p³yta AC/DC nie nagrana przez AC/DC.
Najwa¿niejsze utwory: Lil' Devil, Wild Flower, Love Removal Machine, Aphrodisiac Jacket.
 
 
 
ImageSonic Temple (1989)
Egzamin z dojrza³o¶ci zdany na pi±tkê. Idealny Z³oty ¶rodek miêdzy moc± Electric, a przebojowo¶ci± amerykañskiego hard rocka koñcówki lat 80tych. S± ballady, najwspanialsze w karierze. S± rockery, legendarne. Efekt? The Cult jako giganci tzw. hair metalu, a jednak Sonic Temple to co¶ wiêcej ni¿ nastroszone fryzury i drogie samochody...
Najwa¿niejsze utwory: Sun King, Fire Woman, Edie (Ciao Baby), Sweet Soul Sister.

 
ImageCeremony (1991)
Magia. Efekt flirtu z indiañskimi demonami, a w³a¶ciwie druga czê¶æ Sonic Temple. ciut mocniejsza, ciut g³o¶niejsza, ciut mroczniejsza z ciut mniejsz± presj± na przeboje. Ostatnie wielkie dzie³o Duffy'ego i Astbury'ego.
Najwa¿niejsze utwory: Ceremony, Wild Hearted Son, If, Heart Of Soul, Indian.
 
 
 
 
TRZEBA ZNAÆ, WARTO MIEÆ:

ImageLove (1985)
Tutaj znajduj± siê pierwsze wa¿ne przeboje The Cult. Jest ponadczasowy She Sells Sanctuary i cudowny Rain. To jeszcze bardzo angielska, lekko wampiryczna muzyka. Du¿o przestrzennych gitar a'la wczesne U2, przeb³yski nowej fali, a jednak s³ychaæ pierwsze ci±gotki w stronê hard rocka. No i s± melodie. Niepowtarzalne!
Najwa¿niejsze utwory: Nirvana, Rain, Revolution, She Sells Sanctuary.

 
ImageBeyond Good And Evil (2001)
Mocny, ognisty i bardzo udany powrót z niebytu. Niespodziewanie hard rock The Cult zrobi³ siê naprawdê... heavy. No có¿, tutaj do czynienia mamy niemal z metalem. Nie brakuje jednak chwytliwych melodii i ciekawych rozwi±zañ muzycznych. Mocna pozycja w dyskografii zespo³u. A Rise i Nico to najlepsze kompozycje The Cult od czasu Ceremony.
Najwa¿niejsze utwory: Rise, Nico, American Gothic, My Bridges Burn.

 
 
 
NA W£ASN¡ ODPOWIEDZIALNO¦Æ!:

ImageDreamtime (1984)
Nie¶mia³e pocz±tki i efekt poszukiwañ muzycznego ja. Dreamtime to The Cult jako banda bladolicych wampirów zmagaj±cych siê z now± fal±, psychodeli± i gotykiem. Wygl±d inspirowany Bauhaus, muzyka inspirowana ówczesn± wyspiarsk± (alternatywn±) mod±, chocia¿ ju¿ unosi siê nad zespo³em duch wielkiego Manitou.
Najwa¿niejsze utwory: Spiritwalker, Go West, Ressurection Joe.
 
 
 
ImageBorn Into This (2007)
Kolejny powrót, tym razem po sze¶ciu latach. Zdecydowanie mniej mocy ni¿ na Beyond Good And Evil. Mniej te¿ inwencji i rock and rolla. Mniej riffów Duffy'ego, za to kilka dziwnych elektronicznych ³amañców. Niby powrót miêdzy Love, a Electric, a jednak jako¶ bez pary. Szkoda, bo przecie¿ znajduje siê tu trochê udanych kompozycji.
Najwa¿niejsze utwory: Born Into This, Citizens, Tiger In The Sun.

 
 
 
¦LEPA ULICZKA:

ImageThe Cult (1994)
Katastrofa. Czy to The Cult, czy Jane's Addiction? W 1994 roku Astbury i Duffy "pojechali po bandzie" i to bardzo mocno. Moda na grunge zdruzgota³a ten zespó³, sprawiaj±c, i¿ powsta³ album s³aby, pozbawiony czegokolwiek, co mog³oby zwróciæ uwagê... nawet fanów grunge'u. Tragedia. Najwa¿niejsze utwory: z wysi³kiem wskazujê na Star i balladowe Sacred Life, ale i tak nie umie¶ci³bym ich na ¿adnym The Best Of...

 
PONADTO:
ImageWarto do swojej cult'owej kolekcji do³o¿yæ kompilacjê Best Of Rare Cult (2000), b±d¼ bardzo rzadki box zatytu³owany Rare Cult. Jest to zestaw wype³niony po brzegi utworami, których nie znajdziecie na regularnych wydawnictwach zespo³u . Dla takich cudeniek jak akustyczne wykonanie Edie (Ciao Baby), czy absolutnie zniewalaj±cego Bleeding Heart Graffiti op³aca siê poszukaæ i wydaæ pieni±dze na tê p³ytê.  
 
 
BlackHeart
Komentarze (13)add
stellar fox: ...
Ciekawostka odnośnie albumu "Love". Mam ten album na CD (Beggars Banquet) i MC (jakieś wydawnictwo G - Geffen?) z różniącymi się tracklistami.
CD to:
Nirvana
Big Neon Glitter
Love
Brother Wolf, Sister Moon
Rain
Phoenix
Hollow Man
Revolution
She Sells Sanctuary
Black Angel

MC to
Nirvana
Big Neon Glitter
Love
Little Face
Rain
She Sells Sanctuary
Brother Wolf, Sister Moon
Phoenix
Revolution
Judith
Black Angel
------------
Nie tyle istotny jest inny układ piosenek, ale różnice w zamieszczonych piosenkach. Na MC mamy w stosunku do CD 11 zamiast 10 piosenek, w tym 2 inne niż na CD: „Little Face” i „Judith”, przy czym na MC brakuje „Hollow Man”. „Little Face” jest na „Best of Rare Cult”, boxie “Rare Cult” oraz na „Singles Collection ’84 – ‘90”, a “Judith” na boxie i kolekcji singli. Z kolei “Hollow Man” występuje wyłącznie na albumie “Love”. Okazuje się, że wydania tego albumu różniły się między sobą. Ciekawe jak to jest z innymi krążkami The Cult.
1

czerwiec 25, 2010
Ian: ...
Bardzo długo podchodziłem to albumu "The Cult" tj. koziołka, i powiem, że się zmuszałem do słuchania okrutnie - przecież płyta jednego z moich ulubionych zespołów! Nie mogłem uwierzyć że nagrali coś tak odmiennego!
Wierzyłem, a raczej chciałem wierzyć, że jest w tej płycie ukryta jakaś moc i że ją odnajdę. No i tak się zmuszałem, słuchałem, męczyłem i nagle coś pękło!
Autentycznie album mi się spodobał i to tak bardzo, że słuchałem go z autentyczną przyjemnością!
A moja droga do poznania The Cult wiodła od 91 roku tj. od wydania Ceremony, która to płyta powaliła mnie na ziemię. Byłem w tym czasie zagorzałym metalowcem.
Później przyszły łagodniejsze rzeczy tj. Love i Dreamtime a następnie Electric i Sonic Temple. Nie ma słabej płyty The Cult - i to jest piękne w tej kapeli
Koziołek był ostatni.
2

czerwiec 25, 2010
Snake: ...
Tak mi się jeszcze przypomniało: parę lat temu The Cult wydali płytę "Beyond Good And Evil", album jak na nich niesłychanie ciężki - takie przynajmniej miałem wrażenie przy pierwszych przesłuchaniach... Po jakimś czasie odkryłem tam dopiero głębię melodyczną i aranżacyjną, przez jakiś czas byłem wręcz od tej muzyki uzależniony...

Do czego zmierzam.

Przy okazji tej dyskusji na bazie resentymentu wróciłem sobie do "Koziołka" - jak uroczo kolega Stellar Fox nazwał tą płytę - jak i do "Beyond...". Nie będę się kusił o jakieś porównania, ale jedną rzecz chciałbym powiedzieć: dzięki tym albumom The Cult uważam za mistrzów schowanych melodii, czegoś się chyba słuchając tych płyt nauczyłem jako muzyk.

I konkludując: tak czy inaczej The Cult to dla mnie jeden z TYCH zespołów; jeden z tych NAJ. Może dziś nie sięgam po ich muzykę tak często jak dawniej, ale sentyment pozostał.

Pozdrawiam kolegę Stellar Foxa i przepraszam, jeśli podczas dyskusji poniosły mnie nerwy w którymś momencie. Ostatecznie muzyka jest jedna.
3

czerwiec 08, 2008
stellar fox: ...
p.s. Zachęcał do podjęcia dyskusji inne osoby, a także autora artykułu.
4

maj 15, 2008
stellar fox: ...
Wiadomo, że każda płyta ma swoich miłośników. Kolega Snake należy do grona amatorów "koziołka". Mi płyta nie przypadła do gustu, pomimo tego, że zainspirowany jego wypowiedziami ponownie po nią sięgnąłem. Pozostaje mi się martwić, że zostanę ochrzczony "betonem", ale trudno. Osobiście nie widzę na niej wyraźnych nawiązań czy kontynuacji w stosunku do wcześniejszych wydawnictw grupy - jeśli już, to musiałyby być mocno naciągane - a raczej eksperyment muzyczny. Jak widać, zdania na temat tego, czy się udał, są podzielone. Zastanawia tylko fakt, że the cult po wydaniu owej płyty zamilkł na dłuższy okres. A dlaczego the cult a.d. 1994 to katastrofa? W moim mniemaniu powodem jest odwrót od hard rocka. A w optyce osób słuchających takiej muzyki "koziołek" jest katastrofą, skoro zawiera dużo inną muzykę. Jeśli kolega Snake zachwalając the cult a.d. 1994 ma na uwadze, że osoby dopiero poznające zespół pod wpływem recenzji pominą ją, to jego obawy są płonne - w końcu trzeba ją mieć, by posiadać dyskografie zespołu. Jak już pisałem wcześniej, płyta sama w sobie nie jest zła, ale osoby przyzwyczajone do materiału zawartego na poprzednich krążkach mogą się nieco rozczarować, bo to duża zmiana kierunku muzycznego.
5

maj 15, 2008
Snake: ...
Oj, teraz dopiero się spostrzegłem, że zwracam się do niewłaściwej osoby... Przepraszam kolegę "BlackHeart" - autora artykułu, mój poniższy komentarz jest skierowany do kolegi "stellar fox" - autora komentarza tam pod spodem.
6

kwiecieñ 16, 2008
Snake: ...
Hmmm, kolego, nie wiem, czy myśmy te same płyty słyszeli i o tych samych mówimy. Każdy ma swoje gusta, ale napisanie w pierwszym zdaniu przeglądu dyskografii "Katastrofa" o płycie, która przez recenzentów została przyjęta przychylnie (pamiętam tamte czasy...), choć zbyt ambitna i "egzotyczna" pod względem nowatorstwa brzmieniowego dla słuchaczy komercyjnie przepadła... TO jest katastrofa.
Przyjemność z słuchania tego albumu można znaleźć, ale potrzeba na to czasu. Ja przymierzałem się do tej płyty 3 lata około. Do dzisiaj uważam, że to wielki album. Choć baaardzo odległy od "Love" czy "Electric". Ale o tym już pisałem w poprzednim komentarzu.
Poza tym: nie jestem obrońcą uciśnionej płyty, tylko zwolennikiem obiektywizmu. Wiem, że ciężko o niego pisząc recenzje, dlatego pod Twoim artykułem chciałem pokazać, że mogą istnieć odmienne drastycznie punkty widzenia tej samej kwestii. Niby oczywistość, ale znerwiłem się, że ktoś może płyty nie znać i po przeczytaniu Twojej twórczości odrzucić ją bez słuchania, ot co.
A na Tobie przecież nie wymagam nagłego "polubienia" albumu. Nie o to chodzi.
I PROSZĘ, nie wkładaj w moje usta przytyków, których nie wypowiedziałem: "sugestia, że większośc miłośników the cult jest za mało wyrobiona muzycznie...", bo jak już coś, to jest to Twoja sugestia. Jak mamy polemizować na gruncie muzycznym, nie sięgajmy po metody polityków.
Acha, ten album do dziś zachwyca i porywa przynajmniej kilka osób, które znam. Więc po raz kolejny pytam: na cóż Ci te figury retoryczne, które nic nie wnoszą? Pomijając fakt, że głoszą nieprawdę. Pozdrawiam.
7

kwiecieñ 16, 2008
stellar fox: ...
no coż, zawsze znajdzie się obrońca uciśnionej płyty. the cult a.d. 1994 nie wypadło najlepiej, i nikt mi nie wmówi, że być może nawet to ich najlepszy album, tylko ja o tym jeszcze nie wiem. jeśli brzmieniowo wyprzedzili czasy, to ciekawe jak bardzo, bo dziś, w 2008, album nie poraża, nikt go nie odkrywa na nowo i nie rozpływa się w zachwytach. ten album nie jest chałą, astbury i ska nie muszą się go wstydzić. tak źle nie jest. nie mam nic do elektroniki wplecionej między gitary itd, ale sugestia, że większośc miłośników the cult jest za mało wyrobiona muzycznie, by wyłapać sedno płyty i zajarzyć, jakie to genialne dzieło, jest mocno przesadzona.
ujmę to tak. gdybym w ogóle nie znał the cult, i np. trafił ot tak sobie w tv na teledysk do np. coming down, nie wzbudziło by to we mnie chęci natychmiastowego, i to w te pędy, zapoznania się z całą płytą, a dajmy na to wild hearted son, lil' devil czy tym bardziej love removal machine nie dały by mi spokoju. podobnież piosenki z wcześniejszego okresu twórczości, jak fenomenalne she sells sanctuary, rain itd. a na the cult'94 nie ma nie ma po trzykorc nie ma nic takiego. płyta zbyt niewyrażna, taka jakby coś chciała, a nie mogła, ociężała jakby, ale filigranowo, drażni nawet gdy leci w tle, chocbyś słuchał odkurząc mieszkanie, to nie bardzo się chce. takie jakieś jęczenie. the cult jak to the cult, nagrali płytę w niezaprzeczalnie własnym stylu, odróżnia się od innych, świetnie, tyle tylko, że rewelacyjne to to nie jest. melodie trudniejsze do znalezienia? ceremony też nie jest nagrany super wyraziście, słuchając płyty po raz setny nadal czuje się nowość, choć na pamięć zna się już zawartość, ale brzmienie jest tu wyczuwalne, do chwycenia. a na the cult'94? fakt: trzeba się tu doszukiwać melodii, może i coś się znajdzie, tylko że to żadna przyjemność słuchać tego albumu.
8

luty 22, 2008
Snake: ...
The Cult "ST" jako KATASTROFA???????????????? Ehm. BZDURA. BULLSHIT. KPINA.

Każda płyta The Cult różni się od poprzedniczki, najbliższe sobie są Sonic Temple i Ceremony, ale też są to odmienne płyty, również ze względu na czynniki, jakie podał recenzent. Z odmienności czynić zarzut w przypadku tego zespołu to jest jakaś farsa. Popatrzmy (chronologicznie):

Dreamtime - naiwny gotyk, prościutka muzyka.

Love - hippisujący rock, troszeczkę bardziej pokomplikowany.

Electric - AC/DC. Tutaj recenzent trafia w sedno.

Sonic Temple - melodyjny metalizujący hard rock, komercyjne arcydzieło grupy.

Ceremony - gotycko-indiańskie spojrzenie na Sonic Temple, lepsza i bardziej dojrzała płyta od poprzedniczki. BTW: słyszałem, że "Sonic Temple" była płytą przede wszystkim Duffy'ego, "Ceremony" bardziej Astburego. W sensie jeden bądź drugi miał większy wpływ na zawartości tych albumów.

The Cult - próba (nie zawsze udana) napisania dalszego ciągu, ukłon w stronę Electric, ale znacznie bardziej pokomplikowany, również ze względu na obecność elektroniki (z którą The Cult flirtowało już wcześniej, nikt nie pamięta pewnie rave'owej przeróbki She Sells Sanctuary pt: Sanctuary, przeróbki jak najbardziej autoryzowanej, Astbury nigdy nie wypierał się fascynacji sceną eklektroniczną). Co do zawartości albumu: numery Gone - otwarcie, Real Grrrl - "nananananana", Black Sun - dynamika i jeszcze raz dynamika, Star - "przebój" tej płyty, wykorzystany w filmie "Pamiętnik koszykarza" z diCarpio (dobry film, serio), Saints Are Down - przepiękna ballada, płacz raczej za tymi, co odeszli. Te utwory to KANON (nie ten od aparatów). Brzmieniowo wyprzedzili czasy, muzycznie zaeksperymentowali, ale to nie jest ich najgorszy album. A kto wie, czy nie najlepszy.

Beyond Good And Evil - powala potęgą, chłopaki zaczęli grać solidny heavy!!! Ale tak naprawdę to znów stary dobry Cult, tylko w nowej odsłonie, mnóstwo świetnych utworów i melodii (bez zaskoczenia), tyle, że melodie są trudniejsze do znalezienia.

Born Into This - świetny album, przyswajalny od pierwszego słuchania, bardzo prosty, ale nie prostacki. Jak dla mnie coś pośredniego między "Love" a płytą Astburego z Holy Barbarians "Cream" (nawiasem mówiąc bardzo dobry album, coś ala The Cult gra kawałki Stonesów z lat '70-tych). Numery: tytułowy, Holy Mountain, Tiger In The Sun, Savages, kopią tyłek z marszu, inne im nie ustępują. Jak dla mnie: ROCKOWY ALBUM 2007 ROKU. Pozdrawiam wszystkich miłośników muzyki!!!
9

grudzieñ 09, 2007
donia: ...
zawsze ich kochałem.ich muzyka zawiera powiew swieżości i specyficznej energi
10

listopad 04, 2007
stellar fox: ...
warto dodać uwagę, że na boxie rare cult znajduje sie pierwotny mix albumu "electric" noszący tytuł "peace album", z częściowo pokrywającą sie tracklistą, a utrzymany w konwencji poprzedniego krążka - "love". można przypuszczać, że the cult nie ewoluował niejako naturalnie, sam z siebie (i jego droga do hard rocka by się nieco wydłuzyła), ale transformacja czy szybki przeskok w stylu muzycznym był całkowicie świadomą decyzją zwrócenia się ku czystemu rock n roll'owi. zapewne chcieli spróbować czegoś nowego, bo czy można astburego i duffego podejrzewać o zapędy komercyjne?
11

pa¼dziernik 24, 2007
Miss Little Insane: ...
The Cult? The Doors goes hair metal smilies/wink.gif Bogowie!
12

pa¼dziernik 11, 2007
Lawmaker: ...
jedyny zespół, który sprawia, że fani hair metalu i alternatywy podają sobie ręce
13

pa¼dziernik 10, 2007
Napisz komentarz
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley


Wpisz kod umieszczony obok


busy
 
« poprzedni artyku³   nastêpny artyku³ »

 

HARDROCK.COM.PL
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.

statystyka