|
Kolega współredaktor statusem ikony lat 80tych, hairmetalu obdarzył Motley Crue. Dla mnie taką ikoną zawsze było Bon Jovi. Nie jest ważne kto z nas ma rację, gdyż obydwa zespoły odcisnęły swoje piętno na całej dekadzie i obydwa były wzorem dla tabunów naśladowców. Dla mnie Bon Jovi byli pierwszym zespołem łączącym rockowe granie z aorem, zespołem przełamującym tabu, łączącym pop i rock. Obok się wciąż przewijało Journey, Boston, ale to nie miało już tej młodzieńczej energii by przyciągnąć na stadiony masy. Inne zespoły mogły mieć podobną popularność, ale to Bon Jovi jako jedni z pierwszych opanowali główne media i przełamali stereotyp metalowego zespołu. Połączenie metroseksualnego boysbandu, gitarowej wirtuozerii, wielkiego widowiska. Panie i Panowie prześledźmy przebogatą karierę Bon Jovi.
JAZDA OBOWIĄZKOWA!: St (1984) Pierwszy i zdaniem wielu najlepszy album załogi z New Jersey. Na pewno najbardziej bezkompromisowy, jednolity brzmieniowo. Jeden z pierwszych zespołów używających tak klawiszy, a przy tym posiadający tak klasycznie rockowo/metalowy image. Zwraca już uwagę dojrzały styl grania Sambory i wybijający się poza setki różnych maści podobnych do siebie krzykaczy wokal Jona Bon Jovi. To była wielka nowość, ponieważ wtedy nikt tak nie grał! Metal i pogodne melodie. Co tu się dzieje? To nie mogło przejść niezauważone. I na szczęście nie przeszło... Najważniejsze utwory: Runaway, Roulette, Breakout, Burning For Love, She Don't Know Me, Slippery When Wet (1986) Album być albo nie być okazał się dla Jovisów wielkim sukcesem. Pełen przebojów, witalności i energii album. Współpraca z maszynką od hitów Desmondem Childem przyniosła ogromny, przekraczający jakiekolwiek oczekiwania sukces. Choć to Quiet Riot był pierwszym zespołem, który osiągnął szczyty list przebojów to premiera SWW jest początkiem rządów melodyjnej muzyki rockowej i narodzinami hairmetalu. Od tego czasu mamy do czynienia z armią grup starających się właśnie do BJ upodobnić, czy to muzycznie, czy wizualnie. Klawisze, przebojowość, chóralne refreny, włączenie elementów amerykańskiego południa, nieprawdopodobnie wysoki wokal i...uśmiech. W zachodnich recenzjach przewija się wciąż jedna myśl, że można grać metalową muzykę z uśmiechem. Doskonała, uwydatniające chóralne refreny produkcja Bruce'a Fairbairna także w tym wszystkim nie przeszkodziła. Najważniejsze utwory: Wild In The Streets, Livin' On A Prayer, You Give A Love A Bad Name, Wanted Dead Or Alive, Never Say Goodbye New Jersey (1988) Zdecydowanie najbardziej dojrzały album. Można się spierać, czy może KTF nie powinien dostać tego tytułu, to jednak NJ jest bardziej konsekwentny. Widać tu jaką drogę grupa przeszła by po 4 latach tylko nagrać swoje opus magnum. Jak na każdej poprzedniej były braki tutaj ich w zasadzie nie ma. Puryści brzmieniowi mogą sie przyczepić do wyróżniającej się aorowej desmondówki Born To Be My Baby, ale już reszta to zaskakująco jak na BJ mocny, hardrockowy, bardzo osadzony w amerykańskiej tradycji album. Poza Homebound Train na który z reguły reaguję wysypką, każdy kolejny numer to potencjalny przebój. NJ to także wielki popis Sambory, którym zamknął usta wszystkim krytykom i dołączył do czołówki gitarzystów amerykańskich. Najważniejsze utwory: Born To Be My Baby, Stick To Your Guns, Blood On Blood, Wild Is The Wind, Living In Sin, TRZEBA ZNAĆ, WARTO MIEĆ: 7800 Fahrenheit (1985) Ostrzejsza rzecz niż pierwszy album (gitary), to jednak znalazły się tu mocno klawiszowe numery. Widać, że był on tworem, gdy grupa niepewna jeszcze była swej tożsamości i gdzie rozbijały się różne pomysły na granie. Grać lżej czy ciężej, bardziej przebojowo? Nie było jeszcze Desmonda Childa to i kierunek nie do końca był sprecyzowany. Jak się będzie można przekonać to trzecia był przełomem. Najlepsze utwory to te, gdzie mocniej udziela się klawiszowiec David Bryan. Najważniejsze utwory: Only Lonely, Hardest Part Is The Night, Secret Dreams, Silent Night, Keep The Faith (1992) Najoryginalniejszy w dyskografii album. Pełen energii, mający w sobie sporo z alternatywy utwór tytułowy znamionował bardzo oryginalny powrót, żadnego odcinania kuponów. Dużo naprawdę oryginalnie pomyślanych rzeczy i poza I'll Sleep When I'm Dead (brrr), krążek jest kapitalnym powrotem. Może nie tym na co wszyscy czekali, ale lata się niestety zmieniły i grupa poszła z ich duchem. Zachwyca 11 minutowy epos Dry County, który jest totalnym zaskoczeniem. Najważniejsze utwory: Fear, Bed Of Roses, If I Was Your Mother, In These Arms, Keep The Faith, Dry County Lost Highway (2007) Co tu dużo mówić, wreszcie powrót do formy. Nareszcie dotarło, że hardrocka już nie mogą grać (nie potrafią?) i nagrali pop/country/rockowy album. W Stanach się to nazywa Contemporary Country i zatwardziali fani country lekko gardzą tym nurtem. Jednak LH to płyta naprawdę dobra, bo wreszcie pokazuje Jona i Ritchiego w świetle do jakiego są predestyponowani. Jako świetnych pieśniarzy i wokalistów. Nie ma udawanego rockowania, są tylko dobre i bardzo dobre pop/rockowe piosenki. Świetna, lekka, bardzo pogodna płyta. Najważniejsze utwory: Any Other Day, Summertime, On Step Closer These Days (1995) Brzmieniowo bardzo podobna rzecz do następnych dwóch płyt. Jednak tutaj nie mamy do czynienia z wypalonymi, zblazowanymi gwiazdorami, a ludźmi jeszcze bawiącymi się muzyką. Chwilami jest naprawdę znakomicie, choć samo brzmienie już niestety nie zachwyca, słychać ciągoty zmierzające ku złagodzeniu brzmienia. Kompozycyjnie płyta naprawdę wyśmienita, jednak instrumentalnie już nie do końca, bo brakuje w tym wszystkim po prostu rocka. Jednak patrząc na ich jakość spokojnie można to wybaczyć. Najważniejsze utwory: Something For The Pain, Hearts Breaking Even, If That's What It Takes, Hey God,
NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ: Have A Nice Day (2005) Udana jest to płyta jeśli tylko patrzymy na poprzednie dwie. Dobry,energiczny, choć odtwórczy singiel i kilka niezłych pop/rockowych ( co zwiastuje w która stronę grupa zmierza) numerów w środku. Jednak całość zlewa się w jedna bezkształtną masę i niewiele się pamięta po odsłuchach. Dobre były japońskie bonusy, z nimi płyta byłaby o klasę lepsza. Najważniejsze utwory: Have A Nice Day, Story Of My Life, Who Says You Can't Go Home ŚLEPA ULICZKA: Crush (2000) Popkulturowa papa, którą Bon Jovi doszlusowali do głównego nurtu stając się tam jednym z głównych graczy. Wystarczyło wziąć na tapetę stary przebój Livin On A Prayer, dodać trochę nowocześniej brzmiące gitary, nowomodne fryzurki, teledysk reżyserii gościa biorącego za nie 6cyfrową sumę i mamy wielki sukces. Finansowo głównie dzięki singlowi It's My Life wielki sukces, artystycznie mniej bo po numerach takich jak Say It Isn't So czy Mystery Train ma się mocnego kaca. Najważniejsze utwory: It's My Life, One Wild Night Bounce (2002) Niby ostrzej od Crush, niby jest bardziej rockowo, niby, niby...Dalej nie ma dobrych utworów, wszystko napisane na kolanie, Jon coraz bardziej śpiewa przez nos i brzmi to czasem wręcz fatalnie. Bounce był według mnie wyraźnym sygnałem, że grupa jest w ślepej uliczce, choć oczywiście liczby dalej nie zawodzą i album sprzedał się doskonale. Jak jednak pokazał następny album ten format został wyczerpany doszczętnie. Najważniejsze utwory: brak PONADTO: Bon Jovi to dziś wielka marka. Dlatego wychodziły i wychodzą wciąż niezliczone różnego rodzaju składanki i albumy kompilacyjne. Kilka jednak się wyróżnia i niestety niezbyt dobrze. Na początek może wymienię akustyczny projekt This Left Feels Right, które jest wydawnictwem tragicznym. Jon i spółka zepsuli jak tylko mogli swe najlepsze piosenki, jakby starając się by zabrzmiały jak najgorzej. Po tej płycie była możliwa utrata resztek szacunku do tej grupy wyraźnie robiącej skok na kasę, na zasadzie fan kupi wszystko. Ale już na przykład koncertowy One Wild Night (z trasy Crush) jest całkiem niezły. Właściwie jeśli brać pod uwagę płytę bardzo dobry. Moim ulubionym dodatkowym albumem Bon Jovi jest nieoficjalny We Are Not Unused, gdzie znalazły się dema z dwóch najlepszych płyt New Jersey i Slippery When Wet. Tylko tutaj można usłyszeć przebój Kane'a Robertsa Does Anybody Really..., Edge Of A Broken Heart, czy świetny Too Much Too Soon. Na czoło wysuwa się 6 płytowy boxset z niepublikowanymi wcześniej kawałkami 1000000 Fans Can't Be Wrong. Jedynym minusem jest jego niekompletność, gdyż brakuje wielu dem z lat 80tych, tych właśnie z We Are Not Unused. Także wart polecenia jest mimo wszystko oficjalny greatest hits, czyli album Crossroads. Znalazła się tam też dwa wcześniej nie publikowane utwory, w tym znakomita ballada Always z pamiętnym teledyskiem z piękną Carlą Cugino. vandervelde
Komentarze () |
|
|
|
|
|