Menu witryny
Start
Nowiny
Recenzje
Polskie płyty
Artykuły
Podsumowania
Wywiady
F O R U M
Kontakt
Wideoklipy
Nasza playlista
Szukaj

 

Ostatnio komentowane
Nicolandia na ostro i melodyjnie (1 -krotnie komentowane) 05.02.2012.
Syndia - Syndia (9 -krotnie komentowane) 03.02.2012.
Sunstorm i emocjonalny ogień (1 -krotnie komentowane) 31.01.2012.
Lita Ford nie zwalnia tempa (1 -krotnie komentowane) 23.01.2012.
Steel Panther - 'Balls Out' (2 -krotnie komentowane) 20.01.2012.

 

   
 
Śliska nawierzchnia, czyli Bon Jovi płyta po płycie Drukuj Email
Wpisał: vandervelde   
04.11.2007.
Image
 
Kolega współredaktor statusem ikony lat 80tych, hairmetalu obdarzył Motley Crue. Dla mnie taką ikoną zawsze było Bon Jovi. Nie jest ważne kto z nas ma rację, gdyż obydwa zespoły odcisnęły swoje piętno na całej dekadzie i obydwa były wzorem dla tabunów naśladowców. Dla mnie Bon Jovi byli pierwszym zespołem łączącym rockowe granie z aorem, zespołem przełamującym tabu, łączącym pop i rock. Obok się wciąż przewijało Journey, Boston, ale to nie miało już tej młodzieńczej energii by przyciągnąć na stadiony masy. Inne zespoły mogły mieć podobną popularność, ale to Bon Jovi jako jedni z pierwszych opanowali główne media i przełamali stereotyp metalowego zespołu. Połączenie metroseksualnego boysbandu, gitarowej wirtuozerii, wielkiego widowiska. Panie i Panowie prześledźmy przebogatą karierę Bon Jovi.
 
 
JAZDA OBOWIĄZKOWA!: 
 
ImageSt (1984)
Pierwszy i zdaniem wielu najlepszy album załogi z New Jersey. Na pewno najbardziej bezkompromisowy, jednolity brzmieniowo. Jeden z pierwszych zespołów używających tak klawiszy, a przy tym posiadający tak klasycznie rockowo/metalowy image. Zwraca już uwagę dojrzały styl grania Sambory i wybijający się poza setki różnych maści podobnych do siebie krzykaczy wokal Jona Bon Jovi. To była wielka nowość, ponieważ wtedy nikt tak nie grał! Metal i pogodne melodie. Co tu się dzieje? To nie mogło przejść niezauważone. I na szczęście nie przeszło...
Najważniejsze utwory: Runaway, Roulette, Breakout, Burning For Love, She Don't Know Me,
 
ImageSlippery When Wet (1986)
Album być albo nie być okazał się dla Jovisów wielkim sukcesem. Pełen przebojów, witalności i energii album. Współpraca z maszynką od hitów Desmondem Childem przyniosła ogromny, przekraczający jakiekolwiek oczekiwania sukces. Choć to Quiet Riot był pierwszym zespołem, który osiągnął szczyty list przebojów to premiera SWW jest początkiem rządów melodyjnej muzyki rockowej i narodzinami hairmetalu. Od tego czasu mamy do czynienia z armią grup starających się właśnie do BJ upodobnić, czy to muzycznie, czy wizualnie. Klawisze, przebojowość, chóralne refreny, włączenie elementów amerykańskiego południa, nieprawdopodobnie wysoki wokal i...uśmiech. W zachodnich recenzjach przewija się wciąż jedna myśl, że można grać metalową muzykę z uśmiechem. Doskonała, uwydatniające chóralne refreny produkcja Bruce'a Fairbairna także w tym wszystkim nie przeszkodziła.
Najważniejsze utwory: Wild In The Streets, Livin' On A Prayer, You Give A Love A Bad Name, Wanted Dead Or Alive, Never Say Goodbye

ImageNew Jersey (1988)
Zdecydowanie najbardziej dojrzały album. Można się spierać, czy może KTF nie powinien dostać tego tytułu, to jednak NJ jest bardziej konsekwentny. Widać tu jaką drogę grupa przeszła by po 4 latach tylko nagrać swoje opus magnum. Jak na każdej poprzedniej były braki tutaj ich w zasadzie nie ma. Puryści brzmieniowi mogą sie przyczepić do wyróżniającej się aorowej desmondówki Born To Be My Baby, ale już reszta to zaskakująco jak na BJ mocny, hardrockowy, bardzo osadzony w amerykańskiej tradycji album. Poza Homebound Train na który z reguły reaguję wysypką, każdy kolejny numer to potencjalny przebój. NJ to także wielki popis Sambory, którym zamknął usta wszystkim krytykom i dołączył do czołówki gitarzystów amerykańskich.
Najważniejsze utwory: Born To Be My Baby, Stick To Your Guns, Blood On Blood, Wild Is The Wind, Living In Sin,
 
 
TRZEBA ZNAĆ, WARTO MIEĆ: 
 
Image7800 Fahrenheit (1985)
Ostrzejsza rzecz niż pierwszy album (gitary), to jednak znalazły się tu mocno klawiszowe numery. Widać, że był on tworem, gdy grupa niepewna jeszcze była swej tożsamości i gdzie rozbijały się różne pomysły na granie. Grać lżej czy ciężej, bardziej przebojowo? Nie było jeszcze Desmonda Childa to i kierunek nie do końca był sprecyzowany. Jak się będzie można przekonać to trzecia był przełomem. Najlepsze utwory to te, gdzie mocniej udziela się klawiszowiec David Bryan.
Najważniejsze utwory: Only Lonely, Hardest Part Is The Night, Secret Dreams, Silent Night,
 
ImageKeep The Faith (1992)
Najoryginalniejszy w dyskografii album. Pełen energii, mający w sobie sporo z alternatywy utwór tytułowy znamionował bardzo oryginalny powrót, żadnego odcinania kuponów. Dużo naprawdę oryginalnie pomyślanych rzeczy i poza I'll Sleep When I'm Dead (brrr), krążek jest kapitalnym powrotem. Może nie tym na co wszyscy czekali, ale lata się niestety zmieniły i grupa poszła z ich duchem. Zachwyca 11 minutowy epos Dry County, który jest totalnym zaskoczeniem.
Najważniejsze utwory: Fear, Bed Of Roses, If I Was Your Mother, In These Arms, Keep The Faith, Dry County
 
ImageLost Highway (2007)
Co tu dużo mówić, wreszcie powrót do formy. Nareszcie dotarło, że hardrocka już nie mogą grać (nie potrafią?) i nagrali pop/country/rockowy album. W Stanach się to nazywa Contemporary Country i zatwardziali fani country lekko gardzą tym nurtem. Jednak LH to płyta naprawdę dobra, bo wreszcie pokazuje Jona i Ritchiego w świetle do jakiego są predestyponowani. Jako świetnych pieśniarzy i wokalistów. Nie ma udawanego rockowania, są tylko dobre i bardzo dobre pop/rockowe piosenki. Świetna, lekka, bardzo pogodna płyta.
Najważniejsze utwory: Any Other Day, Summertime, On Step Closer
 
ImageThese Days (1995)
Brzmieniowo bardzo podobna rzecz do następnych dwóch płyt. Jednak tutaj nie mamy do czynienia z wypalonymi, zblazowanymi gwiazdorami, a ludźmi jeszcze bawiącymi się muzyką. Chwilami jest naprawdę znakomicie, choć samo brzmienie już niestety nie zachwyca, słychać ciągoty zmierzające ku złagodzeniu brzmienia. Kompozycyjnie płyta naprawdę wyśmienita, jednak instrumentalnie już nie do końca, bo brakuje w tym wszystkim po prostu rocka. Jednak patrząc na ich jakość spokojnie można to wybaczyć.
Najważniejsze utwory: Something For The Pain, Hearts Breaking Even, If That's What It Takes, Hey God,
 
 
NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ:
 
ImageHave A Nice Day (2005)
Udana jest to płyta jeśli tylko patrzymy na poprzednie dwie. Dobry,energiczny, choć odtwórczy singiel i kilka niezłych pop/rockowych ( co zwiastuje w która stronę grupa zmierza) numerów w środku. Jednak całość zlewa się w jedna bezkształtną masę i niewiele się pamięta po odsłuchach. Dobre były japońskie bonusy, z nimi płyta byłaby o klasę lepsza.
Najważniejsze utwory: Have A Nice Day, Story Of My Life, Who Says You Can't Go Home
 
 
ŚLEPA ULICZKA:
 
ImageCrush (2000)
Popkulturowa papa, którą Bon Jovi doszlusowali do głównego nurtu stając się tam jednym z głównych graczy. Wystarczyło wziąć na tapetę stary przebój Livin On A Prayer, dodać trochę nowocześniej brzmiące gitary, nowomodne fryzurki, teledysk reżyserii gościa biorącego za nie 6cyfrową sumę i mamy wielki sukces. Finansowo głównie dzięki singlowi It's My Life wielki sukces, artystycznie mniej bo po numerach takich jak Say It Isn't So czy Mystery Train ma się mocnego kaca.
Najważniejsze utwory: It's My Life, One Wild Night

ImageBounce (2002)
Niby ostrzej od Crush, niby jest bardziej rockowo, niby, niby...Dalej nie ma dobrych utworów, wszystko napisane na kolanie, Jon coraz bardziej śpiewa przez nos i brzmi to czasem wręcz fatalnie. Bounce był według mnie wyraźnym sygnałem, że grupa jest w ślepej uliczce, choć oczywiście liczby dalej nie zawodzą i album sprzedał się doskonale. Jak jednak pokazał następny album ten format został wyczerpany doszczętnie.
Najważniejsze utwory: brak
 
 
PONADTO: 
 
ImageImageImageImageImage
Bon Jovi to dziś wielka marka. Dlatego wychodziły i wychodzą wciąż niezliczone różnego rodzaju składanki i albumy kompilacyjne. Kilka jednak się wyróżnia i niestety niezbyt dobrze. Na początek może wymienię akustyczny projekt This Left Feels Right, które jest wydawnictwem tragicznym. Jon i spółka zepsuli jak tylko mogli swe najlepsze piosenki, jakby starając się by zabrzmiały jak najgorzej. Po tej płycie była możliwa utrata resztek szacunku do tej grupy wyraźnie robiącej skok na kasę, na zasadzie fan kupi wszystko. Ale już na przykład koncertowy One Wild Night (z trasy Crush) jest całkiem niezły. Właściwie jeśli brać pod uwagę płytę bardzo dobry. Moim ulubionym dodatkowym albumem Bon Jovi jest nieoficjalny We Are Not Unused, gdzie znalazły się dema z dwóch najlepszych płyt New Jersey i Slippery When Wet. Tylko tutaj można usłyszeć przebój Kane'a Robertsa Does Anybody Really..., Edge Of A Broken Heart, czy świetny Too Much Too Soon. Na czoło wysuwa się 6 płytowy boxset z niepublikowanymi wcześniej kawałkami 1000000 Fans Can't Be Wrong. Jedynym minusem jest jego niekompletność, gdyż brakuje wielu dem z lat 80tych, tych właśnie z We Are Not Unused. Także wart polecenia jest mimo wszystko oficjalny greatest hits, czyli album Crossroads. Znalazła się tam też dwa wcześniej nie publikowane utwory, w tym znakomita ballada Always z pamiętnym teledyskiem z piękną Carlą Cugino.
 
vandervelde
Komentarze (14)add
unmasked: ...
Na muzyce Bon Jovi się wychowałem i twierdzę, że po Keep the Faith kapela powinna przejść do historii. To co zaczęli wyprawiać później przyprawia mnie o torsje. Mam taki zwyczaj, że wieczorem wyciągam się na sofie i w półmroku wsłuc**ję się w płytę. These Days puszczałem 3 razy i 3 razy zasnąłem w połowie. Wystarczy. Pchnąłem na allegro za 7,99 zł (amerykańska prawie-nówka). Te ich współczesne wynalazki odsłuc**ję niejako "z urzędu" i zawsze potem bolą mnie zęby. Jako ciekawostkę dodam, że byłem na ich ostatnim koncercie trasy One Wild Night Tour 28 lipca 2001 na Giants Stadium w New Jersey i cytując kumpla "pier***ę, jak oni zaraz nie zaczną grać jak ludzie to ja wychodzę".
1

czerwiec 05, 2011
snail: ...
Ludzie jak mozna napisac, ze na these days brakuje rocka?? Jest to moim zdaniem najlepsza i najdojzalsza plyta BJ! Wsluchajcie sie w utwor tytulowy chocby!!!
Albo zdanie "Brzmieniowo bardzo podobna rzecz do następnych dwóch płyt", po tym cytacie naprawde watpie czy ty czlowieku znasz tworczosc Bon Jovi. Jak mozna wogole postawic These days w jednej linii z najslabszym w dorobku BJ crushem czy tylko ciut mniej slabym bounce?
Rowniez moim zdaniem zbyt mocno skrytykowales Have a nice day, ktora mimo wszystko jest dobrym albumem, szczegolnie utwor last man standing!
Co do reszty to w miare trafne opinie. Ze slepa kiszka sie zgadzam w 100%, wogole te 2 albumy mogly nie powstac.
No i chyba bym zamienil miejscami HaND i 7800 Fahrenheit, ktora jest w moim odczuciu plyta dosc przecietna (choc ciagle dobra).
2

październik 14, 2009
axl: ...
Do BlackHeart "co każdy inteligentny czytelnik zauważy od razu" Chyba nie jesteś tak inteligentny na jakiego próbujesz się kreować i chyba się pogubiłeś w swoim myśleniu. Jeżeli ktoś używa pewnych argumentów publicznie i przedstawia je jak fakty to mam prawo coś powiedzieć. Tym bardziej, że znam bardzo dobrze historie tego zespołu i staram się być przy tym jak mogę obiektywny. Zgodnie z Pana teorią można wszędzie pisać bzdury bo one są wyrazem Pana subiektywnego myślenia. Bzdura w skrócie. Ten artykuł nie powinien być czysto subiektywny jak to ujął fan1. Co do akustyczności TLFR nie bedę się kłócił bo zdaje się, ze chodzi tylko o zaczepkę. "Każdy inteligentny czytelnik" się domyśli o co chodziło smilies/smiley.gif
3

luty 08, 2009
Paweł_rockfan: ...
Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie, ale niestety z mnóstwem rzeczy bym sie tu nie zgodził. Po pierwsze: bez wątpienia to KTF jest najlepszą płytą Bon Jovi i NJ nie może się z nią w żadnej mierze równać. Oczywiście na NJ jest wiele świetnych kawałków, ale to KTF jest całością, prawdziwą hard rockową perłą ( no może rzeczywiście z jedyną skaza w postaci Sleep when...). Po drugie: jak można pisać, ze w TD brakuje rocka - a Hey God, All I want is everything, Something to belive in, My Guitar Lies Bleeding In My Arms, Damned, ta płyta to dla mnie drugie po KTF arcydzieło grupy. Po trzecie: nie można być tak surowym dla Baunce. Oczywiście jest tam kilka wpadek typu All about living you czy Misunderstood ale nie można zapomnieć o takich wybuchowych i niezwykle mocnych kawałkach jak: Undivided, Bounce, Hook me up, No regrate, czy Everyday, które czynią ten album o niebo lepszym od poprzedniego i choć trochę przypominają klimat If I was your mather. I po czwarte wreszcie: byłbym o wiele krytyczniejszy w stosunku do LH i Boxu. Zgadzam sie że gusta, czasy i ludzie sie zmieniają ale gdybym chciał posłuchać ckliwych smętów to przerzuciłbym sie na Timberlanda, czy jak on się tam nazywa. Dobrze, że choć na ostatnim wydawnictwie Bon Jovi jest We Got It Going On, bo właśnie dla takich utworów warto słuchać tego zespołu i być jego fanem już prawie 15 lat.
4

maj 17, 2008
fan1: ...
BlackHeart skoro ktos pisze "jazda obowiązkowa" to chyba jest wiadome, ze nie jest to objektywne. Ale problem w tym, ze takie artykuły nie powinny być subiektywne. Dlatego Axl ma racje. Ta historia jest bardzo subiektywna, gołosłowna i przedwszystkim WYBRAKOWANA ! Podobał mi się tylko wstęp. Coś w tym jest, ciekawie sformułowane. ALe reszta..

"Chyba panowie nie znają definicji płyty akustycznej"
Definicji?! bez komentarza. A co do albmu; nie jest do konca akutyczny, ale są tam akustyczne wersje tych piosenek i inaczej nazwać tego nie można. Nie można powiedzieć, że są sprtaczone, bo tego NIE MOŻNA porównywać, nie da sie. Jak dla mnie są takie sobie, momentami nudne jak nie powiem co.
"więcej systansu ... BJ to nie Bogowie, każdemu się zdarzają gorsze chwile. "
Nie zauważylem by komuś z piszących tu go brakowało.
5

luty 19, 2008
pan BlackHeart: ...
fan i axl. Rzecz w tym, że po pierwsze nie jest to żadna biografia tylko SUBIEKTYWNY przewodnik po płytach, co każdy inteligentny czytelnik zauważy od razu. Po drugie "This Left Feels Right" to żadna akustyczna płyta. Chyba panowie nie znają definicji płyty akustycznej. Po trzecie... więcej dystansu, BJ to nie Bogowie, każdemu się zdarzają gorsze chwile.
6

listopad 26, 2007
devis: ...
"Nieliczone róznego typu skladani i albumy kompilacyjne" ? Co to za bradnie za przeproszeniem!? To własnie ten zespoł jako jeden z nielicznych NIE WYDAJE SKŁADANEK i "odcinaczy kuponów" jak robią to inne zespoły np: U2 czy Scorpions.
7

listopad 26, 2007
axl: ...
Chyba recenzent nie zna jakie było ząłeznie przy nagraniach These Left Feels Right. Tych piosenek nie mozna porównać z przebojami tylko ocenić jako album AKUSTYCZNY. Nie sa to spartaczone wersje, tylko AKUSTYCZNE! to chyba jest róznica? prawda ? Co innego, ze album jako akustyk wiosny nie robi, choc genialan jest przeróbka You Give LOve i Bad Name a kiczowaty przeboj jakim jest It's My life brzmi genialnie. Jedyna dobra rzecz jaka łaczy oryginał i wersje akustyczną tej piosenki jest teskt.
8

listopad 26, 2007
axl: ...
Jak dla mnie ta "biografia" jest gołosłowna i zbt subiektywna. Pomija wiele ważnych faktów
9

listopad 26, 2007
fan: ...
album Bounce był inspirowany wydarzeniami z 11 września i wydaje mis ie , ze o tym warto wspomnieć. Warto wspomnieć o Undivided, Another Reason To Believe i paru innych. To, ze recenzentowi sie nie podoba, to nie naczy, ze jest taka zla. Jka ma to byc doba recenzja to woeej objektywizmu.
These Days mało rockowe?! Pan w ogole słuchał tego albumu? Sa tam wyraźne inspiracje muzyka grouge. Zapomniał Pan O Damned, Something To Beleiev In, nie wspominam juz o demach! To RÓWNIEŻ jeden z albumow gdzie Sambora najwięcej ma do powiedzenia i pokazania. I to własnie TEN ALBUM JEST GENIALNY INSTRUMENTALNIE JAK I CAŁA TRASA KONCEROWA GO PROMUJACA!!
Crush jest niewatpilie porazką BJ i o tym nie warto nawet dykutowć.
10

listopad 26, 2007
stellar fox: ...
nic dodać, nic ująć. bon jovi, nie da się ukryć, stworzył swój styl. jednak nie u wszystkich miłośników hard rocka/rocka melodyjnego cieszy się względami ze względu na "milusińskość", granie z uśmiechem, jak to ujęte w artykule, czy wręcz synonim komercyjności, wygładzonego rocka, w która to stronę wytrwale zmierzali. osobiście uważam, że do okresu KTF można śmiało ich słuchać, a resztę sobie darować. ostatecznie to właśnie działalność bon jovi w latach 80., gdy dotarli na szczyty popularności, stając się swewgo rodzaju ikoną popkultury 80s, zapewniła im trwałe miejsce w historii rocka. bo któż ich nie zna?
11

listopad 11, 2007
rob: ...
mnie akurat płyta Bounce nie przeszkadzała.było nawet ciężej niż zwykle,osobiście mnie najbardziej zainteresowała od czasów KTF.
KTF jak najbardziej jazda obowiązkowa
12

listopad 08, 2007
rysiek sambora: ...
ST to najlepsza plyta BJ, bezkompromisowa, najszczersza. Jak napisal rec nikt wtedy tak nie gral, oni byli pierwsi. Nie zgodze sie z ocena KTF dla mnie to jazda obowiazkowa bez dwoch zdan.
13

listopad 08, 2007
Lawmaker: ...
Zamieńmy miejscami debiut i 7800 Fahrenheit i wszystko w temacie. Nie da się ukryć, ze druga płyta Bon Jovi jest dużo lepsza i dojrzalsza od nieokrzesanego jeszcze debiuciku. No ale obyło sie bez kontrowersji, myślę, że większośc czytelników przychyli się do wyboru red. vandervelde.
14

listopad 04, 2007
Napisz komentarz
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley


Wpisz kod umieszczony obok


busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

 

HARDROCK.COM.PL
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.

statystyka